O mnie

Moje zdjęcie
Warszawa, Mazowsze, Poland
Po prostu jestem.

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

UFO w Markach.

Marki k. Warszawy, Aleja Marszałka Józefa Piłsudskigo narożnik ulicy Szkolnej – 2011.08.21
Podwarszawskie Marki to istny raj dla ludzi „focących”. Obiektów do uwiecznienia na zdjęciach jest bardzo dużo. Pozostałości po cegielniach (coraz mniej), miejsca pamięci, pomniki, kapliczki, krzyże (są nawet dwie karawaki – krzyże morowe, choleryczne, dwuramienne), obok urzędu miasta stoi wąskotorowa lokomotywa Px48 (pamiątka po Radzymińskiej Kolei Wąskotorowej noszącej pierwotną nazwę Kolej Dojazdowa Marecka), Osiedle Briggsówka (charakterystyczne familoki, które zawsze kojarzyły mi się ze Śląskiem) i wiele innych ciekawych obiektów.
Jest też w Markach obiekt, o którym próżno szukać informacji w przewodnikach turystycznych, na stronie miasta, nawet zdjęć w internecie (Panoramio, Google Earth itd. itp) też nie znalazłem (co nie znaczy, że na pewno nie ma).
W Markach bywałem stosunkowo często (rodzina w Strudze). Przez ostatnie trzy lata jeździłem też na Podlasie właśnie przez Marki i zawsze mijałem to mareckie UFO. Nie pamiętam dokładnie kiedy wylądowało, nie wiadomo kiedy odleci :-). Już wcześniej pisałem, że jak gdzieś bywam często to ze zdjęciami krucho. No to się zawziąłem (fajne określenie) i postanowiłem „rowernąc” do Marek w jednym tylko celu – ocykać UFO.
Oto ono.
Po lewej stronie, budynki Osiedla Briggsówka.








A tu można zobaczyć marecki MSI :-)

Wiem, że zbyt duża ilość zdjęć tego samego obiektu i z podobnych ujęć jest niewskazana, jednak tak się rozpędziłem w nadrabianiu zaległości, że sam nie wiem kiedy "nacykałem" ponad 30 zdjęć. A potem problem, co zostawić, co odrzucić. Myślę, że oglądający jakoś "przełkną" to co wrzuciłem.
Wracając do UFO - zawsze kiedy przejeżdżałem było zamknięte. Jakiś czas temu zmieniło barwy. Przedtem było różowo, niebieskie (tak mi się kojarzy). Natomiast na Google Earth wyraźnie widać, że funkcjonowało i to jeszcze w starym malowaniu.

Na koniec jeszcze dwa zdjęcia. Kawałek dalej natrafiłem na ziemski :-) odpowiednik UFO. Niestety, widok raczej smutny.
Marki, Al. J. Piłsudskiego ślepy wylot ul. Braci Briggsów.

W tle komin byłej fabryki braci Briggs (przędzalnia wełny).



czwartek, 18 sierpnia 2011

Dotarłem po dwóch latach

Warszawa, Śródmieście, ul. Tamka - 2011.08.17

Dwa lata temu przeczytałem artykuł na portalu TVN Warszawa, o odkryciu oznaczenia punktu sanitarnego z czasów Powstania Warszawskiego.
Od tamtej pory zbierałem się do odwiedzenia tego miejsca i uwiecznienia go na zdjęciach. Ciągle coś mi było "pod górkę". I to nawet dosłownie. Od strony praskiej, rzeczywiście trzeba udać się pod górkę, aby dotrzeć do tego miejsca :-).
W końcu nastał taki dzień, że powiedziałem sobie - "Dzisiaj albo nigdy".
Najpierw zdjęcie z Portalu TVN Warszawa, oraz link do całego artykułu.
http://www.tvnwarszawa.pl/archiwum/28415,1617670,0,1,bialy_krzyz_przetrwal_wojne_i_remont_elewacji,wiadomosc.html

A to już moje zdjęcia. Najpierw widok ul. Tamka z interesującym mnie budynkiem.


Jak widać na zdjęciach, pomimo że miałem pod górkę, zdjęcia robiłem z górki :-).
W budynku tym, w czasie Powstania Warszawskiego był nie tylko punkt sanitarny.

Tak obecnie wygląda oznaczenie punktu sanitarnego.


Porównując zdjęcie z 2009 roku i obecne, wydaje mi się, że ktoś tu troszkę przesadził. Według mnie niepotrzebnie tak dokładnie odmalowano cały znak. Powinien zostać w stanie pierwotnym, i zabezpieczony podobnie jak inne pozostałości wojenne (np. "szubienica" na ul. Ligockiej, napis "SPRAWDZONO MIN NIE MA ZAMSZ" na ul. Narbutta). Zresztą z treści artykułu wynika, że element ten miał być "w przyszłości przykryty przezroczystym szkłem". Czyżby zabrakło przezroczystego szkła?
I na koniec jeszcze jeden "rzut oka" na budynek Tamka 45.

Oczywiście wybrałem się na rowerze. Powrót ul. Tamka na Grochów to czysta przyjemność. Gdyby nie czerwone światło na skrzyżowaniu Tamka # Kruczkowskiego, Topiel, to z rozpędu dojechałbym do Mostu Świętokrzyskiego bez pedałowania :-).

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Zamiast automatu

Warszawa, Praga-Południe, Grochów, Rondo Wiatraczna - 2009.06.09
Z warszawskich ulic, w większości zniknęły automaty telefoniczne. Zostały już tylko nieliczne niedobitki. Czyżby ten telefon miał zastąpić ich brak? :-)

Na warszawskich ulicach można znaleźć różne ciekawostki. Dlatego zakładam nową kategorię - znalezione na ulicach. Mam już trochę ciekawych znalezisk. Do tej kategorii kwalifikują się też dwa poprzednie wpisy: "Idealny przystanek" oraz "Dwukasetowiec".

środa, 10 sierpnia 2011

P15 był gotowy

Lato, wakacje a u mnie coś w zimowym klimacie.
Podczas dwóch kolejnych nocnych "rajdów" na rowerze, spotkałem ten sam wagon tramwajowy.
Jest to wagon bardzo pracowity, pomimo że nie przewozi pasażerów.
Podczas pierwszego spotkania, wagon ten "pomagał" panom z zaplecza techniczno-remontowego TW przy pracach remontowych szyn i zwrotnic. Temperatura była całkiem znośna, dodatnia, a wagon już był gotowy podjąć niezbędne działania na wypadek opadów śniegu. Nie czekał aż zima go zaskoczy.
Warszawa, Praga-Północ, ul. Targowa (rozjazd tramwajowy w ul. Kijowską) - 2010.11.27 (ok. godz. 2:00)
Przy pierwszym zdjęciu źle ustawiłem warunki. Wstawiam je jako ciekawostkę :-).

Potem już było lepiej.




Ponieważ wykorzystywałem "naturalne statywy terenowe" zdjęcia nie są dobrze wypoziomowane. To szczególnie. Nawet miałem je trochę obrócić ale stwierdziłem, że zostawię tak jak wyszło.

Trzy dni później spotkaliśmy się znowu. Wagon ciężko pracował przy odśnieżaniu stołecznych torowisk tramwajowych. Jak dobrze, że już wcześniej był gotowy do takiej pracy.
Warszawa, Praga-Południe, Grochów, Al. Waszyngtona - 2010.11.30 (ok. godz. 1:00)

Tym razem nie miałem możliwości zrobienia zdjęć "z podpórki". Wyszły tak jak wyszły.



Wagon techniczno-gospodarczy na bazie wagonu typu K (berlinka), nr. tab. P15.
Jak widać na zdjęciach, wagon ten ma z jednej strony ścięte "czoło". Kiedy pierwszy raz zobaczyłem coś takiego, zastanawiałem się dlaczego. Myślałem, że być może jest to specjalna modernizacja do jakichś specjalnych prac wykonywanych przy użyciu tego wagonu. Podczas któregoś z nocnych "rajdów" zapytałem o to panów z ekipy technicznej. Okazało się, że przyczyna jest całkiem inna. Wagon uczestniczył w kolizji i nie opłacało się odtwarzać oryginalnego "czoła". Ot i cała tajemnica :-).

wtorek, 2 sierpnia 2011

Park Skaryszewski im. Ignacego Jana Paderewskiego – część pierwsza. Kapliczka.

Warszawa, Praga-Południe - 2011.07.27

Zdjęć z Parku Skaryszewskiego będzie przybywało co jakiś czas. Nie będą wstawiane chronologicznie. Czasem będą to zdjęcia bieżące, czasem wyciągnięte z mojego „archiwum”.
Na zdjęciach będą się powtarzały też te same miejsca, ale w różnych porach roku, a nieraz tylko dnia. Teren parku jest tak różnorodny, i tak bardzo różnie prezentuje się w zależności od pory roku, że tematów nie zabraknie.
Park Skaryszewski jest moim naj....
Najładniejszym, najbliższym „sercowo” i geograficznie, najbardziej relaksującym, najchętniej odwiedzanym.
Dużą rolę w tych wszystkich „naj” odgrywają wspomnienia spacerów (jeszcze w wózku – słabo ale pamiętam) z rodzicami i siostrą, pierwszych „poważnych” wypraw rowerowych z ojcem (dotarcie z podwórka przy Rondzie Wiatraczna do parku, jazda po parkowych alejach i powrót do domu, był dla pięciolatka na rowerku typu „bobo” bardzo poważną wyprawą), imprezy sportowe na „Drukarzu” (najbardziej utkwiły mi w pamięci zawody łuczników), spotkania z „dziką” fauną”. Spędzając większość czasu „na podwórku” gdzie królowały psy, koty, gołębie, wróble, synogarlice, wrony i kawki spotkanie z taką „dziczyzną” jak jeże, wiewiórki, krety, myszy, raki, kaczki krzyżówki, łabędzie (na Jeziorku Kamionkowskim) bobry a w godzinach wieczornych nawet sowy i nietoperze było dla mnie bardzo ciekawe. Czasami w kanałku przepływającym przez Bulwar St. Augusta albo w Jeziorku Kamionkowskim, jakaś większa ryba wykonała efektowne salto nad powierzchnią wody. W pierwszej połowie lat 80-tych ubiegłego stulecia, podczas romantycznego :-), niedzielnego spaceru z moją „love” :-) natrafiliśmy w muszli koncertowej (wtedy to jeszcze nie była muszla tylko raczej betonowa półobręcz) na występ zespołu BAJM. Piosenki, które wtedy zapamiętałem to: Piechotą do lata, W drodze do jej serca.
Kiedy córka była dzieckiem, takie wyprawy się powtórzyły.

W części pierwszej prezentuję zabytkową kapliczkę (trochę kontrowersyjną w kształcie – mi się podoba).
Zbudowana została według projektu architekta Janusza Alchimowicza. Do budowy użyto betonu zabielonego wapnem. Kapliczka ta odbyła w 1937 roku dosyć daleką podróż – do Paryża. Ustawiono ją przed polskim pawilonem na wystawie "Sztuka i Technika". Brała też udział (przed wybuchem II Wojny Światowej) w konkursie Instytutu Propagandy Sztuki. Autor zdobył nagrodę, trudno mi jednak ustalić w którym przypadku.
W okresie okupacji konstrukcja kapliczki umożliwiła wykorzystanie jej jako skrzynki kontaktowej praskiego ruchu oporu. Nad niszą znajduje się pusta przestrzeń. Łączniczki, podczas prac porządkowych pozostawiały i odbierały z niej meldunki, korespondencję. Po zakończeniu działań wojennych, kapliczka stała się miejscem spotkań byłych członków Armii Krajowej. Wykorzystywano to miejsce głównie na nieoficjalne obchody rocznicowe wybuchu Powstania Warszawskiego. Spotkania takie odbywały się ostatniego dnia lipca (tak więc temat nawet trochę na czasie).

Tego dnia padał deszczyk. Akurat miałem wolne, więc na rower i wio...
Lubię w takich warunkach robić zdjęcia, zawsze wtedy ładnie wychodzi zieleń, i nie ma problemu „ze Słońcem”, „pod Słońce”.



Na powyższym zdjęciu można zauważyć, że wizerunek Matki Boskiej co jakiś czas ulega zmianie.
Na zdjęciu pod linkiem http://varszavka.blogspot.com/2010/03/to-nie-jest-rakieta.html obrazek w niszy kapliczki jest podobny, jednak nie ten sam.
A na zdjęciu http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/b6/Kapliczka_w_Parku_Skaryszewskim_Warszawa.jpg widać całkiem inny obrazek, wyrzeźbiony w drewnie.
Na moim zdjęciu widoczna jest jeszcze karteczka wciśnięta pod obrazek. Aż się zacząłem zastanawiać, czy to znowu jakaś łączniczka nie zostawiła tajnej korespondencji :-).
Korciło mnie zobaczyć co to jest, jednak ostatecznie tego nie zrobiłem.

Zdjęcie krzyża zwieńczającego kapliczkę trochę mi się "poruszyło", ale co tam, już takie zostawiam.


Jak widać, kapliczka jest trochę "zapuszczona". Traci swoją biel i jeszcze jakiś "artysta" postanowił zostawić na niej pamiątkę swojej działalności.

O parku jako takim nie będę się rozpisywał, podam tylko link.
http://www.skaryszewski.pl
Według MSI, wchodzi w skład Kamionka.

czwartek, 28 lipca 2011

Wredna baba

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, był sobie blog warszawskiego motorniczego...
Wróć.
W sieci można znaleźć blog Pirata Tramwajowego,
ale co z tego,
skoro nie ma w nim nic nowego.

Teraz na poważnie.
Najpierw troszkę historii. W marcu 2010 roku pojawił się w sieci kolejny blog. Blog Warszawskiego Motorniczego – Pirat Tramwajowy (wielkie litery nie przez pomyłkę). W krótkim czasie zdobył dużą popularność. Nie ma w nim opisów ociekających krwią szyn tramwajowych, spektakularnych pościgów, akcji z bronią w rękach, podróży w czasie ani inwazji obcych (ulubione przez dziennikarzy tematy) a jednak znalazła się duża grupa osób, z przyjemnością czytająca pojawiające się wpisy. To nie wszystko. Dzięki internetowej działalności Pirata Tramwajowego, wiele osób korzystających z komunikacji miejskiej (nie tylko tramwajowej i nie tylko w Warszawie) inaczej zaczęła traktować ludzi za pulpitami – np. „tramwaj przyjechał trzy minuty przed czasem i prowadzący na mnie nie poczekał” – wpis z sieci. A kto, nie interesujący się „codziennością” pracy motorniczych domyśli się, że był to opóźniony, poprzedni kurs, który „gonił swój czas”? Kto wie, że numery brygady mogą być w takiej sytuacji wyjaśnieniem postępowania prowadzącego pojazd. Właściwie nikt, oprócz samych motorniczych i ich nadzoru. Pirat pisał też o takich „pierdółkach” jak geologiczne pochodzenie kamieni używanych jako tłuczeń podtorza. Ciekawy jestem, czy pan niedorzecznik (mała litera zamierzona) TW, którego „miano” nie chce mi przejść ani przez usta ani przez klawiaturę, posiada taką wiedzę. Może teraz już tak, o ile czytał bloga Pirata.
I właśnie, być może dlatego, ktoś tam, gdzieś tam poczuł się zagrożony (wpis „Zamknąć im usta”). Efekt na grafice poniżej.

Kiedy zobaczyłem ten komunikat, Internet stał się dla mnie uboższy.
Na forum http://przecinaki.km24.waw.pl (w części otwartej) widnieje taki wpis:
„Do Pirata Tramwajowego.
Ten czerwony wpis na Twoim blogu powinien zniknąć i to szybko. To co Ty wykonałeś dla firmy przez cały ten czas prowadzenia bloga nie zrobili i nie zrobią fachowcy z działu marketingu. A dlaczego? Ktoś, kto nigdy nie siedział w kabinie tramwaju nie jest w stanie pisać o tej pracy. A jeśli już wypowiada się na zewnątrz, na forum publicznym, w prasie popełnia niesamowite błędy merytoryczne. Nie raz otwierałem szeroko oczy słuchając wypowiedzi w mediach osób uprawnionych. Twoje komentarze były bardzo fachowe i merytoryczne, pisane "od serca". Choć Cię nie znam osobiście, to mam wrażenie iż Ty po prostu KOCHASZ TO CO ROBISZ. Można być grafomanem albo klasykiem. Ty jesteś tym drugim, bo klasykiem nie zostaje się z nadania tylko z serca i talentu. I z wrodzonej kultury. Dzięki Ci za już i mimo wszystko czekam na cd. Pozdrowienia.
PS. a czy ten artykuł w biuletynie to jest w jakiejś zgodzie z prawem? Czy strzelaniem na oślep celem pozbycia się zdolniejszych? „ – taki wpis „wyćwierkał” Wróbel Praski. Zaraz po nim Pszczółka „dolała miodku” – „Piracie wracaj!!! Jesteś debeściak!”.
Ja mogę dodać jeszcze, że porównując działalność Pirata oraz niedorzecznika, tego drugiego powinno się „wylać na zbity pysk” a jego funkcję powierzyć Piratowi.
Wiem, że moje wypociny nie zastąpią Pirackiego bloga, ale korzystając z komunikacji miejskiej i znając niektóre jej uwarunkowania, co jakiś czas „cosik” w tym temacie klepnę.



A teraz o „wrednej babie”.
Nie podam dokładnej daty, godziny, numeru taborowego tramwaju, pozostałe dane są autentyczne. Dlaczego wprowadzam takie ograniczenia? Bo nigdy nie wiadomo, czy ktoś z wierchuszki TW lub ZTM nie doszuka się winy prowadzącego opisywany pojazd.
Ciepły guzik – funkcja, której zadaniem jest utrzymacie ciepła lub chłodu (w zależności od warunków zewnętrznych) w pojazdach KM. Okazuje się, że funkcja ta może być przyczyną niezadowolenia pasażerów.
Jak to działa – prowadzący/a tramwaj/autobus na przystanku nie otwiera drzwi tylko aktywuje funkcję „ciepły guzik” (aktywność tej funkcji sygnalizuje podświetlenie odpowiednich przycisków). Pasażerowie sami otwierają sobie drzwi. Po pewnym czasie (jeżeli nikt nie wchodzi i nie wychodzi z pojazdu) drzwi automatycznie się zamykają (bez ingerencji prowadzącego) ale nadal można je otworzyć (podświetlenie przycisków), ponieważ funkcja jest aktywna. Dopiero po sygnale „Po usłyszeniu sygnału nie wsiadać/wysiadać” prowadzący dezaktywują „ciepły guzik”.

Czas akcji – lipiec 2011 r.
Miejsce akcji – wagon 120N, przy kabinie prowadzącego (i już wiadomo, że była to linia 9) Rondo Pod Palmą :-) oraz Forum Mostu Poniatowskiego :-).
Wracałem z mamą oraz siostrą na Grochów. Wsiedliśmy do tramwaju na Rondzie Pod Palmą :-). Przez pierwsze drzwi wsiadaliśmy tylko my (wiem, sam pisałem, że pierwsze drzwi są „be” itd. Akurat tak wyszło). W dalszych drzwiach nadal trwała wymiana pasażerów. Zgodnie z programem działania funkcji „ciepły guzik”, pierwsze drzwi zaczęły się zamykać. I właśnie wtedy zza czoła wagonu wyszła pani (ok. 50 – 60 lat) zmierzająca do tramwaju. Otworzyła sobie drzwi, wsiadła i głośno wyraziła swoje niezadowolenie – „Przecież widziała, że idę do tramwaju to zamknęła mi drzwi przed nosem. Co to są za ludzie”. Zacząłem tłumaczyć tej pani, że to nie prowadząca zamknęła drzwi tylko automat. Reakcja – „Jaki automat? Przycisnęła guzik i tyle”. Próbowałem dalej wytłumaczyć co i jak. Niestety, usłyszałem tekst – „Żaden automat, to jakaś WREDNA BABA, a pan chyba też jeździ tramwajami i dlatego tak jej broni”. Owszem, jeżdżę tramwajami ale tylko jako pasażer :-).
Poddałem się. Ale to nie koniec mojej opowieści.
Pokonawszy “największą paranoję warszawską” (20 km/h) dotarliśmy do przystanku Forum Mostu Poniatowskiego :-). I tu przeżyłem “deja vu”.
Przez pierwsze drzwi wysiadł jeden pan. Znowu w dalszych drzwiach trwała wymiana pasażerów. Kiedy pierwsze drzwi zaczęły się zamykać (z automatu) ze schodów prowadzących na przystanek wyłoniła się pani (chyba nie muszę już pisać ale napiszę – wiek ok. 50 – 60 lat, włos siwy, wzrost podobny) i dziarsko “zaatakowała” tramwaj. Oczywiście otworzyła sobie drzwi, wsiadła i “zapodała” tekst – “Co to za ludzie teraz jeżdżą tymi tramwajami, że zamykają drzwi przed nosem”.
Już nie próbowałem tłumaczyć co i jak. Zwróciłem się tylko do siostry – “Nie będę wszystkim tłumaczył jak to działa”. Zauważyłem jeszcze uśmiech na twarzy dziewczyny siedzącej na pierwszym siedzeniu po prawej stronie wagonu.
Wątpię, czy te panie dotrą do tego wpisu, ale może chociaż kilka osób w analogicznej sytuacji nie pomyśli “Zamknął/ęła mi drzwi przed nosem”.
Zdjęcie jest tylko ilustracją, nie ma nic wspólnego z opisanymi wydarzeniami.

Warszawa, Praga Południe, Grochów, skrzyżowanie ulic Granadierów i Al. Waszyngtona - 2011.07.25
Wagon 120N nr. tab. 3113 na linii 9

I jeszcze takie moje spostrzeżenie. Właśnie tam "zaczaiłem się" na fotkę, ponieważ w 95% tramwaje muszą się tam zatrzymać. To taki "priorytet" dla TW :-(.

Updacik - na zdjęciu jest skrzyżowanie Międzyborskiej i Waszyngtona. Sorka :-).

środa, 13 lipca 2011

Narożnik na Gocławku

Warszawa, Praga Południe, Gocławek, narożnik ulic Ignacego Domeyki i Osowskiej - 2011.07.12
Jedni malują, drudzy fotografują.




Ciekawi mnie, czy autor wzorował się na czyjejś, konkretnej twarzy.

piątek, 1 lipca 2011

Coś dla ... 6405 IKAR...

Warszawa, Wiązowna - 2007.01.31
Coś dla "Wentyli", czyli...
Tramwaje lubię "potworystycznie" ale "gumiaki" też nie są mi "wstrętne". :-)
Tramwaje to: przecinaki, brzytwy, żylety, gilotyny itp.
Autobusy to: wentyle, balony, gumiaki, dęciaki??? itp.
Kto zna inne nazwy - będę wdzięczny za dodanie nazw.
Wyciągnięte z archiwum zdjęcia, pod wpływem informacji o "zniknięciu" Ikarusów z warszawskiej komunikacji.
Warszawa, Praga Południe, Grochów, Rondo Wiatraczna (w tle jajo, o którym niedługo napiszę więcej)

A to już Wiązowna.






A tu taka ciekawostka. Zapewne wiele osób (nie wszyscy zwracają uwagę na takie "pierdółki") nie zauważyło zmiany "wizytówki" MZA. Na tym zdjęciu wyraźnie widać, jak było "po staremu".

Zastanawiam się często-gęsto nad tymi zmianami "wizerunku". Pieniądze - to raz, brak przyzwyczajenia się - to dwa, raz + dwa - to trzy. Piszę troszkę skrótowo bo czas jak zwykle :-( goni.
Na koniec mały bonusik :-). Chronologicznie (tak staram się wrzucać zdjęcia) to powinna być dwójka.
Warszawa, Praga Południe, Grochów, Rondo Wiatraczna

Na zdjęciach: Ikarus 260.73A, nr. tab. 6405, rok produkcji: 1994 + moja córa, rok produkcji ???? :-).

Ps. "Patroni" w TW - coś już mi się "obiło o uszy". Jak tylko "obije" mi się więcej, też napiszę.

czwartek, 16 czerwca 2011

Patroni – kablem Motorniczych

Warszawa - 2011.06.16

W Tramwajach Warszawskich szykuje się spora rewolucja.
Obecnie warszawscy motorniczy wykorzystują tylko kable sieci trakcyjnej. Sieć ta dzieli się na jezdną (czyli kable rozpięte ponad torami) oraz powrotną (najbardziej widoczny element to szyny).
Sieć jezdna składa się z przewodu jezdnego (to ten dolny, do którego przywiera pantograf czyli odbierak) oraz przewodu nośnego. Warszawska sieć jezdna jest głównie siecią półskompensowaną. Oznacza to, że przewód nośny mocowany jest „na sztywno”, natomiast przewód jezdny (na końcówkach) przepuszczony jest przez specjalne bloczki oraz zaopatrzony w specjalne obciążniki. Najbliższy mi taki punkt, to ul. Grochowska, pomiędzy ul. Modrzewiową i Rondem Wiatraczna. Rozwiązanie takie poprawia współpracę pomiędzy siecią jezdną a pantografem przy większych prędkościach. Przewód jezdny mocowany jest do nośnego za pomocą „wieszaków” - mogą być podwójne lub pojedyncze. „Wieszaki” to nic innego jak krótkie przewody ze specjalnymi uchwytami. Ponadto, dla uzyskania jak najlepszej przewodności sieci jezdnej stosuje się dodatkowe połączenia pomiędzy kablami.
Występują też odcinki sieci skompensowanej (bloczki i obciążniki na przewodach jezdnym i nośnym).
W niektórych miejscach (tam gdzie tramwaje rozwijają mniejszą prędkość, czyli pętle, tereny zajezdni i np. ul. Stalowa, stosuje się sieć płaską, tj. tylko przewód jezdny podpięty do przewodów rozpiętych pomiędzy słupami trakcyjnymi lub budynkami. Jest sprawą oczywistą, że sama sieć jezdna to jeszcze nie wszystko, potrzebne jest zasilanie. Zasilanie realizowane jest poprzez podstacje trakcyjne. Najlepiej mi znane to: ul. Jagiellońska obok przystanku tramwajowego „Ratuszowa-ZOO 01” (rozdzielnica SN typ RD-22 kV), ul. Dobrowoja pomiędzy ulicami Siennicką i Modrzewiową (rozdzielnica SN typ RD-2 i 24 kV). Obydwie wymienione podstacje wyposażone są w automatykę typu „Sauter”. Z podstacji takich, prąd elektryczny doprowadzany jest przewodami (pod ziemią) do sieci jezdnej. W Warszawie znajduje się ponad 40 takich podstacji. Dlaczego tyle? Sieć trakcyjna podzielona jest na obszary zasilania odizolowane od siebie izolatorami sekcyjnymi. Ponadto obszary zasilania podzielone są na odcinki zasilania również odizolowane izolatorami sekcyjnymi. Odcinki mogą być również podzielone na sekcje. Układ taki, w przypadku awarii (zwarcia) nie powoduje wyłączenia całej sieci tylko konkretny obszar. Ponadto dzięki podziałowi obszaru zasilania na odcinki, możliwe jest takie ustawienie izolatorów, że jeden (lub kilka odcinków) z jednego obszaru można po zwarciu izolatora pomiędzy obszarami zasilić z drugiego (sąsiadującego) obszaru. W normalnym układzie zasilania izolatory pomiędzy obszarami zasilania są rozwarte (każdy obszar posiada osobną podstację), izolatory pomiędzy odcinkami (sekcjami) są zwarte.
Sieć powrotna to, jak napisałem powyżej, szyny ale nie tylko. Jak sama nazwa wskazuje, sieć powrotna służy do „powrotu” prądu elektrycznego. Tylko gdzie ten prąd powraca? Powraca tam skąd „przyszedł”, tzn. do podstacji trakcyjnej. Do szyn podłączone są przewody powrotne „odprowadzające” prąd elektryczny do podstacji. Oprócz przewodów powrotnych, pomiędzy szynami stosuje się przewody połączeń międzytokowych, pomiędzy szynami tego samego toru, i międzytorowych (zwiększenie przewodności sieci powrotnej).

Po co to wszystko napisałem, skoro bez większego trudu można takie informacje znaleźć w Internecie?
Napisałem, ponieważ taka ilość okablowania okazała się niewystarczająca do funkcjonowania Tramwajów Warszawskich. Co zatem zrobić, żeby kabli było jeszcze więcej? A to:


Po przeczytaniu powyższej ulotki, aż mi się łza w oku zakręciła z żalu, że nie jestem motorniczym. Teraz to dopiero będziecie Panowie Motorowi mieli fajnie.
Jak widać, na ulotce nie ma żadnego nazwiska ani funkcji osoby odpowiedzialnej za taki pomysł. Czyżby to była praca zbiorowa „najtęższych umysłów” w TW?
Jednym z argumentów ZTM-u na zmianę cen biletów były inwestycje. Rozumiem teraz, że jedną z takich inwestycji jest zwiększenie środków finansowych dla Tramwajów Warszawskich na wynagrodzenia dla „Patronów”. Bo w to, że będą to wolontariusze jakoś nie wierzę.
Pomyślałem też, że jeżeli do prowadzenia tramwaju nie wystarczy już sam motorniczy to może niech „Patroni” zajmą się sprzedażą biletów w tramwajach. Przypomina mi to stare czasy „brygad” tzn. motorniczy i konduktor. Pamiętam jeszcze napisy na tramwajach „Wagon bez konduktora” oraz siedzenie przy ostatnich drzwiach skierowane tyłem do okna. Myślę, że umieszczenie na wagonach napisów „Wagon z Patronem” nie będzie stanowiło większego problemu.
Przy okazji, miłośnikom Komunikacji Miejskiej polecam film Andrzeja Munka - "Niedzielny poranek" (1955).

PS. Współczuję Wam panowie z Pingwinowa, idziecie na „pierwszy ogień”.

http://portalwiedzy.onet.pl - patron
Językoznawstwo

patron 1. (łc. patronus od pater ‘ojciec’) osoba lub instytucja mająca patronat nad kimś, nad jakimś przedsięwzięciem lub instytucją, opiekująca się nimi, protegująca i broniąca ich. 2. osoba sławna, znakomita (zazwyczaj nieżyjąca już), której imię i nazwisko zostaje nadane uczelni, szkole, instytucji, ulicy itp. 3. w antycznym Rzymie – obrońca, opiekun broniący poszczególnych osób (klientów), miast lub prowincji; także dawny pan wyzwolonego niewolnika. 4. religiozn. święty lub bóstwo będące orędownikiem, opiekujące się określoną grupą osób, narodów, zjawisk. 5. praw. daw. obrońca sądowy. 6. (fr. od łc. patronus ‘patron’) szablon przykładany do danego materiału i zamalowywany lub odrysowywany, którego wycięcia dają określony wzór. 7. (niem. Patrone z łc. patrona ‘opiekunka’) daw. łuska; nabój.

Hasło opracowano na podstawie „Słownika Wyrazów Obcych” Wydawnictwa Europa, pod redakcją naukową prof. Ireny Kamińskiej-Szmaj, autorzy: Mirosław Jarosz i zespół. ISBN 83-87977-08-X. Rok wydania 2001.

PS2. Najbardziej pasuje mi, w tym przypadku, pozycja nr. 7 tyle tylko, że nie jako cały nabój, a pusta łuska po wystrzelonym pocisku. I nie czepiać mi się tu, że to nie "te patrony" tylko "ci Patroni". :-)

piątek, 27 maja 2011

Zamknąć "im" usta...

Warszawa - 2011.05.26
Pomimo braku czasu, zmobilizowałem się do tej notki. Tak mną "zatrzęsło" w pewnym temacie.
Od dawna śledzę blogi warszawskich motorniczych.
Pirat Tramwajowy - http://pirat-tramwajowy.blog.pl
Krzycholandia - http://krzycholandia.blog.onet.pl
Obaj panowie opisują dobre i złe strony swojej pracy. Warszawskie realia sprawiają, że tych złych stron jest jednak więcej.
- działanie sygnalizacji świetlnej. Tyle było "ględzenia" o priorytecie dla komunikacji miejskiej. Co z tego wyszło widać codziennie na ulicach.
- blokowanie torowisk tramwajowych przez samochody. Tu występują dwie podstawowe kategorie, samochody blokujące tory na rondach i skrzyżowaniach kiedy to kierowcy wjeżdżają na powyższe bez możliwości kontynuacji jazdy oraz bezmyślnie parkujący przy torach w obrębie skrajni tramwajowej (mój najbliższy taki punkt to ul. Środkowa)
- dobiegający pasażerowie. Zapewne wielu z czytających ten tekst zdarzyło się, że tramwaj stał jeszcze na przystanku a drzwi były już zamknięte (przed sygnalizatorem) i "wredny" motorniczy nie otworzył Wam drzwi. Dlaczego? Dlatego, że za chwilę poda mu się "pionowa pałka" (zielone dla tramwaju). Jeżeli nie "wystartuje" od razu, może stracić fazę świateł i "złapie" opóźnienie. Ponadto wiele osób dobiega do już zamykających się drzwi, jest to bardzo niebezpieczne. Należy pamiętać, że motorniczy w lusterku ma ograniczoną widoczność, nie widzi co dzieje się w pewnej odległości od tramwaju, drzwi na skosach wagonów (przód i tył) są właściwie całkiem niewidoczne. Wiele osób (zwłaszcza starszych) kieruje się do pierwszych drzwi w pierwszym wagonie, ponieważ wydają im się najbezpieczniejsze. Jest to poważny błąd. Właśnie te drzwi, wbrew pozorom, są jednymi z najmniej widocznych. Ponadto w wagonach starszego typu (13N, 105Na oraz pochodne) druga para drzwi wyposażona jest w dodatkowe poręcze ułatwiające dostanie się do tramwaju osobom mniej sprawnym.
- sprzedaż biletów przez prowadzących pojazdy KM. Osobiście jestem za, ale... Ale tylko w godzinach późnowieczornych, w dni świąteczne, w miejscach gdzie nie ma innej możliwości. Kupno biletu u prowadzącego tramwaj, autobus KM powoduje opóźnienia oraz dekoncentrację. Opóźnienie to utrata premii dla kierującego, dekoncentracja może mieć fatalne skutki - http://pirat-tramwajowy.blog.pl/gdyby,15388001,n
- drzewka, krzaczki. Jest w Warszawie trochę takich miejsc, w których te elementy roślinne ograniczają widoczność. Jestem za jak największą ilością elementów roślinnych w mieście, jednak nie mogą one stwarzać zagrożenia w ciągach komunikacyjnych.
- "mili" pasażerowie. Nie twierdzę, że za pulpitami warszawskich tramwajów siedzą tylko same "aniołki", każdy ma coś "za uszami", jednak na przykładzie codziennych obserwacji stwierdzam, że większość sytuacji konfliktowych powodują pasażerowie.
- stan taboru. Temat rzeka. Nie jestem motorniczym (co już parokrotnie zaznaczałem) jednak zainteresowanie pojazdami szynowymi oraz ich znajomość, pozwala mi w pewnym stopniu orientować się w sytuacji. Napiszę krótko - "słodko" nie jest.
- infrastruktura. Głównie chodzi tu o tory (szyny, zwrotnice, krzyżownice). Zapewne wielu z Was widziało przy torach tramwajowych tabliczki "SZYNY PO NAPAWANIU". W skrócie - każda szyna ulega zużyciu (ścieranie boczne główki szyny przez ranty kół, powierzchnia toczna główki szyny ulega pewnym deformacjom), aby zachować ciągłość ruchu liniowego (wymiana szyn to już "grubsza" sprawa) w godzinach nocnych na warszawskie torowiska wyruszają brygady techniczne w celu napawania (mój wpis -"Nocne szyn spawanie"). W skrócie - napawanie polega na uzupełnieniu ubytków szyny poprzez nałożenie stopionego metalu na szynę z równoczesnym "przytopieniem" szyny. Po takim zabiegu szyna musi "się doszlifować". A to już załatwiają przejeżdżające przez takie miejsce tramwaje. Niestety, zanim szyna się doszlifuje, obowiązuje ograniczenie szybkości przejazdu. W wielu miejscach szyny są już tak "wyrobione", że odcinki te trzeba pokonywać z minimalną prędkością. Przykład - ostatnie wykolejenie na skrzyżowaniu Woronicza#Wołoska - to miejsce jest "szczególne" 1. http://www.km24.waw.pl/2009/06/10/wykolejenie-woronicza-woloska/ 2.http://www.km24.waw.pl/2010/04/04/wykolejenie-tramwaju-woloska-woronicza/ 3.http://www.km24.waw.pl/2011/05/23/wykolejenie-tramwaju-woloskaworonicza/
- ograniczenia prędkości bo.... Hiciorem dla mnie jest ograniczenie prędkości tramwajów na wiadukcie Mostu Poniatowskiego do 20 km/h. Aż mi się nie chce o tym pisać. Chętni niech sobie "wygooglają".
- rozkład jazdy. Następny temat rzeka. Właściwie skupia w sobie wszystko. Działanie sygnalizacji, dobiegających pasażerów, kierowców blokujących torowiska, sprzedaż biletów przez motorniczych, stan torowisk. Połączenie rozkładu jazdy i pozostałych elementów powoduje sytuacje, które na niewtajemniczonych mogą sprawiać wrażenie, że ogół motorniczych to: chamy, ludzie niezrównoważeni, samobójcy, malkontenci, złośliwcy itd. itp. Dla motorniczych punktualna jazda to pieniądze. To jest ich praca (często też pasja). Kto z nas nie stara się wykonywać swoją pracę tak, aby uzyskać jak największe dochody? Motorniczowie rozliczani są z punktualności kursów. A nad całością KM w Warszawie "czuwa" ZTM. Ja mam swoje zdanie na temat ZTM-u ale wolę o tym nie pisać bo musiałbym zaznaczyć, że "Blog ten zawiera treści niecenzuralne".

O takich bolączkach swojego zawodu piszą warszawscy motorowi. Czasami dorzucą garść informacji technicznych, które z łatwością można znaleźć w Internecie. Ponadto na różnych forach można (było) spotkać się z podobnymi wpisami. I komuś się to nie spodobało. Najpierw zaskoczyło mnie, że znikają wpisy na forach, potem na blogu "Pirat Tramwajowy" pojawił się taki wpis - http://pirat-tramwajowy.blog.pl/ludzie-blogi-pisza,15378817,n. a ja na jednej z pętli (żeby było śmieszniej autobusowej) znalazłem taki "kwiatek":

I właśnie to mną tak "zatrzęsło". Ciekawi mnie Wasze zdanie.
PS. Nie znam osobiście Pirata, nigdy nie mieliśmy okazji zamienić nawet jednego słowa. Z autorem "Krzycholandii" również.
PS2. Przepraszam wszystkich którzy do mnie zaglądają, że się nie odzywam, nie odpowiadam na komentarze, nie komentuję. Jeszce miesiąc i wszystko powinno wrócić do "normy" :-) .


update:

Tak zatytułowany jest biuletyn. Wynika z tego, że wszyscy piszący o bolączkach tramwajowych w Warszawie, byli "na niewłaściwych torach". Coś mi to przypomina - jakby "jedyna słuszna prawda" czy coś takiego...