Wiadomo jak jest z graffiti. Wszędzie można natknąć się na różne bohomazy szpecące fasady budynków (i nie tylko).
Zdarzają się jednak dzieła, które w pełni można zaakceptować. Nie rzucają się nachalnie w oczy. Ot, gdzieś tam sobie "cichutko" egzystują. To akurat bardzo mi się spodobało.



Szkoda, że ktoś zakleił Syrence miecz swoim ogłoszeniem.
